Czy sztuczna inteligencja powinna pomagać w nauce i pracy – czy raczej… w oszukiwaniu? Startup Cluely stał się viralem, ogłaszając, że stworzył niewykrywalne narzędzie do „cheatowania na wszystkim” – od rozmów rekrutacyjnych po egzaminy. Jednak to, co dla jednych jest przełomową innowacją, dla innych oznacza złamanie zasad gry. Rynek reaguje błyskawicznie, a wojna technologiczna właśnie się zaczyna.
Czym jest i jak działa Cluely?
Cluely to narzędzie AI, które działa jako ukryte okno w przeglądarce, pomagając użytkownikowi w czasie rzeczywistym, bez widocznych śladów. Startup twierdzi, że jego rozwiązanie jest niewykrywalne dla większości systemów antyplagiatowych. Główny slogan reklamowy firmy? „Oszukuj na wszystkim!” (Cheat on everything).
Brzmi kontrowersyjnie? Takie właśnie było założenie – startup nie ukrywał swojego celu, przynajmniej na początku. Jednak po fali krytyki firma zaczęła zmieniać ton. Dziś na ich stronie nie znajdziemy już wzmianki o oszukiwaniu na egzaminach. Teraz Cluely skupia się na „wsparciu w rozmowach sprzedażowych i spotkaniach biznesowych”.
Odpowiedź branży: Truely i Proctaroo na tropie Cluely
Nie trzeba było długo czekać na reakcję rynku. Startup Validia z San Francisco wypuścił bezpłatne narzędzie o nazwie Truely, które ma alarmować, gdy tylko wykryje działanie Cluely na urządzeniu użytkownika.
Z kolei Proctaroo, firma z Rhode Island specjalizująca się w nadzorze egzaminacyjnym online, deklaruje, że ich system potrafi analizować procesy działające w tle – w tym te „ukryte”. CEO firmy, Adrian Aamodt, nazwał działania Cluely „nieetycznymi” i porównał je do nieudanych prób walki z oszustami w grach komputerowych.
Cluely: „To i tak nie ma sensu. Idziemy w hardware”
Roy Lee, współzałożyciel i CEO Cluely, nie wydaje się przejęty próbami blokady. Wręcz przeciwnie – zapowiada, że firma rozważa wejście na rynek urządzeń fizycznych. Wśród pomysłów pojawiają się inteligentne okulary, naszyjniki z kamerą, przezroczyste nakładki na ekran, a nawet… chipy implementowane w mózgu.
Lee twierdzi, że wdrożenie takiego sprzętu to „technologiczna błahostka”, mimo że inne ambitne projekty AI-hardware, jak AI Pin od Humane, okazały się spektakularną porażką.
Dokąd zmierza Cluely? Zmiana narracji i redefinicja misji
Choć Cluely pierwotnie opierało swój przekaz na odważnym promowaniu oszukiwania, dziś jego strona i manifest są znacznie ostrożniejsze. Firma mówi teraz o „redystrybucji przewagi intelektualnej” i „pełnym wykorzystaniu potencjału AI”.
Lee podkreśla, że Cluely chce skupić się na „największych i najbardziej wpływowych rynkach”, sugerując, że celem firmy nie jest pomaganie w ściąganiu, lecz wspieranie użytkowników tam, gdzie AI naprawdę robi różnicę – w sprzedaży, negocjacjach, może nawet w medycynie czy prawie.
AI, etyka i szara strefa innowacji
Sytuacja wokół Cluely pokazuje, jak cienka może być granica między innowacją a nadużyciem. W erze sztucznej inteligencji pytanie „czy coś jest możliwe?” coraz częściej ustępuje pytaniu „czy powinniśmy to robić?”.
Z jednej strony mamy firmy, które tworzą narzędzia zwiększające produktywność i wspierające użytkowników. Z drugiej – startupy, które celowo projektują systemy do omijania zasad. I wreszcie – coraz bardziej zaawansowaną kontrreakcję: anty-cheatingowy software, który może przenikać coraz głębiej w prywatność użytkownika.
Czy przyszłość należy do etycznych innowatorów?
Cluely to nie pierwszy i nie ostatni przykład technologii balansującej na granicy etyki. Ale jego przypadek dobrze obrazuje napięcie, które będzie towarzyszyć rozwojowi AI w najbliższych latach. Pytanie brzmi: czy użytkownicy i rynek postawią na „spryt” czy raczej na zaufanie?
Źródło: TechCrunch
