W świecie polityki i nowoczesnych technologii nie brakuje napięć. Najnowsza odsłona geopolitycznej telenoweli rozgrywa się wokół Intela, jednego z kluczowych graczy na rynku półprzewodników, i jego nowego prezesa – Lip-Bu Tana. Prezydent USA, Donald Trump, zażądał jego natychmiastowej rezygnacji, zarzucając mu „wielkie konflikty interesów”. Co stoi za tym oskarżeniem i dlaczego sprawa wzbudza tak duże emocje?
Kto jest Lip-Bu Tan i dlaczego znalazł się na celowniku?
Lip-Bu Tan to postać o ugruntowanej pozycji w branży technologicznej. W marcu objął stanowisko CEO Intela z jasnym celem – przywrócenia firmie dawnego blasku. Przez lata był również związany z Cadence Design Systems, gdzie jako prezes nadzorował m.in. sprzedaż narzędzi projektowych dla chipów, również do chińskich uczelni wojskowych – co dziś stanowi główny punkt zapalny.
To właśnie przeszłość Tana i jego związki z azjatyckim rynkiem wywołały lawinę oskarżeń. Republikański senator Tom Cotton stwierdził, że Tan kontroluje dziesiątki firm w Chinach, z których część ma rzekome powiązania z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą. Do zarzutów dołączył Donald Trump, który publicznie wezwał do jego natychmiastowego ustąpienia.
Intel pod ostrzałem: bezpieczeństwo narodowe czy polityczne show?
Odpowiedź Intela na medialną burzę była szybka: firma zapewniła, że zarówno ona, jak i Tan, pozostają w pełni zaangażowani w sprawy bezpieczeństwa narodowego USA. W oświadczeniu podkreślono również znaczenie ich działań na rzecz amerykańskiej obronności. To nie przypadek – Intel to bowiem nie tylko gigant technologiczny, ale także kluczowy partner Pentagonu i główny beneficjent CHIPS Act – wielomiliardowego programu wsparcia dla krajowej produkcji półprzewodników.
Zaledwie kilka dni wcześniej firma ogłosiła, że rezygnuje z budowy planowanych fabryk w Polsce i Niemczech, tłumacząc to przeinwestowaniem. Decyzja ta odbiła się szerokim echem również w Europie, gdzie spodziewano się, że inwestycje Intela będą motorem napędowym dla lokalnych gospodarek.
Cła, wybory i retoryka – czy to tylko kampania?
Wypowiedź Trumpa nie pojawiła się w próżni. Dzień przed wezwaniem do dymisji Tana, były prezydent zapowiedział nałożenie 100-procentowych ceł na importowane półprzewodniki – z wyjątkiem firm, które zdecydują się na budowę fabryk w USA. Choć większość zakładów Intela już znajduje się na terytorium Stanów, to wyraźnie widać, że temat mikrochipów staje się ważnym elementem kampanii wyborczej.
Nie da się ukryć, że półprzewodniki to dziś surowiec strategiczny, porównywalny do ropy czy gazu. W dobie globalnych napięć, technologiczna niezależność staje się jednym z priorytetów państw. W tym kontekście każda decyzja kadrowa na szczycie giganta jak Intel nabiera politycznego znaczenia.
Co dalej z Intelem i Lip-Bu Tanem?
Na razie nie ma sygnałów, by Tan miał zrezygnować. Zarząd firmy zapowiedział odpowiedź na list senatora Cottona, ale nie wycofał się z żadnych dotychczasowych decyzji. Warto jednak obserwować dalszy rozwój wydarzeń – nie tylko ze względu na przyszłość Intela, ale i szerzej: jako przykład rosnącego napięcia na linii USA–Chiny w kontekście wyścigu technologicznego.
Wszystko wskazuje na to, że przyszłość półprzewodników nie będzie zależała wyłącznie od innowacji, ale również – a może przede wszystkim – od polityki.
Źródło: Bankier.pl
Photo by Library of Congress on Unsplash
